Kiedy rok temu przyjechaliśmy na weekend do Świeradowa Zdroju, nie przypuszczaliśmy, że los spłata nam takiego wspaniałego figla, że przyjedziemy tu wkrótce z naszym synkiem Krzysiem. Ponieważ w tym roku kilka razy byliśmy już nad morzem, postanowiliśmy pokazać mu też góry. Wybór padł na Góry Izerskie ze względu na stosunkowo łatwe szlaki, które można pokonać razem z dzieckiem. No właśnie „stosunkowo łatwe” to takie słowa klucze. Dla nas, całkiem niewprawnych piechurów, wejście na Wysoki Kamień nie było wcale takie proste. Wspinając się razem z Krzysiem byliśmy naprawdę pod wrażeniem jego chęci i siły dla tej wcale niełatwej wędrówki.

Pewnie dla tych którzy są z górami za pan brat, wejście na Wysoki Kamień jest jak wyskoczenie po bułki za róg domu, ale dla bardziej spacerowych piechurów, takich jak my i to w dodatku z małym dzieckiem jest to całkiem wymagająca wspinaczka.

Według informacji wejście na Wysoki Kamień powinno zająć około godziny. Trzeba jednak pamiętać, że do wejścia z dzieckiem trzeba doliczyć co najmniej drugie tyle. Na drodze wszystko jest interesujące. Przewrócone drzewa, korzenie, biedronki, żuki, liście, turyści z psami napotkanymi po drodze, które trzeba przecież koniecznie pogłaskać : )

Nasz spacer zaczęliśmy przy parkingu przy Zakręcie Śmierci przy wjeździe do Szklarskiej Poręby. Dystans jaki mieliśmy do pokonania idąc żółtym szlakiem to 3,1 km, aż na sam szczyt do schroniska na Wysokim Kamieniu na wysokości 1058 m n.p.m. Suma podejść to około 286 metrów, suma zejść około 11 metrów. Warto wziąć pod uwagę zarówno dystans jak i sumę przewyższeń, bo dzieci które nie lubią wspinać się cały czas pod górę, mogą być zniechęcone.

My tego pod uwagę nie wzięliśmy, po prostu uznaliśmy że nam się uda i… się udało. Nasz dzielny piechur bez żadnego marudzenia wszedł na sam szczyt. Co prawda robiliśmy na jego życzenie niezliczoną liczbę postojów i co chwilę przystawaliśmy, ale i tak uważam, że przebycie górskiego szlaku dla czterolatka na dystansie ponad 6 km jest nie lada wyczynem 🙂

Początkowo droga pod górę nie stanowi problemu. Wdychamy czyste powietrze i rozglądając się na boki, powoli pniemy się w górę. Jest zielono i pięknie.

Pogoda nam sprzyja. Jest około 22 stopni. Słońce to wychodzi, to chowa się za chmury.

Planujemy liczbę postojów w drodze na szczyt.

Cały czas idziemy żółtym szlakiem.

Jest jeszcze alternatywna trasa ze Szklarskiej Poręby. Czas przejścia to 1 godzina 35 minut (doliczcie do tego drugie tyle idąc z dzieckiem), a suma podejść to aż 418 metrów.

Pod koniec wędrówki droga staje się coraz bardziej kamienista, a tuż przed szczytem czeka nas tylko jedno, dość strome podejście.

Mam wrażenie że całe Góry Izerskie pokryte są krzaczkami jagód. Jest ich tyle, że nie sposób przejść obok nich obojętnie.

Przy wejściu nie trzeba trzymać dziecka za rękę. Jednak podczas schodzenia, jest kilka bardziej wymagających przejść z kamieniami, kiedy warto w ten sposób asekurować malucha uważając, żeby się nie poślizgnął.

O ile droga na szczyt zajęła nam dwukrotnie więcej czasu, bo około dwóch godzin, to już zejście trwało niecałą godzinę i 15 minut. Całość „wyprawy” łącznie z wyjazdem ze Świeradowa Zdroju i powrotem do hotelu zajęła nam około 5 godzin.