Fakt 1 – Lipiec i sierpień to nie są dobre miesiące na zwiedzanie Gozo.

Temperatura w tzw. „wysokim sezonie” może was obezwładnić. Chyba, że macie zamiar cały czas siedzieć w wodzie i wychodzić „pozwiedzać” wieczorami. Na Maltę powinno latać się wiosną i jesienią, a nawet zimą, kiedy u nas jest brzydko i szaro, a wtedy na Malcie zaskoczy nas miła temperatura. My wybraliśmy się na Gozo w sierpniu i nigdy, przenigdy nie zrobimy tego więcej. Temperatura nas obezwładniła. Było tak gorąco, że tak jak koty szukaliśmy cienia i nie zobaczyliśmy połowy rzeczy, które mieliśmy w planach zobaczyć. Po prostu nie dawaliśmy rady.

Fakt 2 – Jeśli chcesz spotkać Gozańczyka w lipcu, wyjdź na ulicę dopiero po zmroku.

Odnieśliśmy wrażenie, że Gozańczycy wychodzą w okresie letnim z domów bardzo późno, bo prawie o zmroku. Wszyscy których spotykaliśmy w Qala na ulicach w ciągu dnia byli albo nielicznymi turystami, którzy tak jak my gonili za cieniem. Większość miejscowych spotykała się wieczorem w lokalnej restauracji i spędzała tam czas do późnych godzin nocnych. Trudno powiedzieć, że doskwierała nam samotność, ale czasem czuliśmy się dziwnie przemierzając puste ulice. Myślę, że podglądali nas zza firanek z pełnym podziwu politowaniem, że decydujemy się spacerować w taki upał. Tak w każdym razie było w Qala.

Fakt 3 – Sklepów jak na lekarstwo. 

To co nas zdziwiło, to całkowity brak zaplecza turystycznego, pod względem dobrze zaopatrzonych sklepów. Sklepy owszem i były, ale nie tak jak nasze Żabki, rozsiane po każdym rogu, a raczej jeden, dwa na całą wioskę i zamykane w godzinach 12.00-16.00. Mieszkaliśmy w dwóch miejscowościach – Qala i Xlendi i w każdej z nich nie było dobrze zaopatrzonego sklepu, czynnego w rozsądnych godzinach. W Xlendi, dużo bardziej nastawionego pod masowego turystę (o ile można mówić o takich turystach na Gozo), był jeden sklep wielkości komórki na szczotki, zapakowany towarem pod sufit. Jednocześnie w sklepie mogły przebywać 4 osoby. Ktoś kto otworzy tu sklep numer dwa – zrobi niezły interes.

Fakt 4 – Koty. Dużo kotów.

Chodzą po ulicach, siedzą na murkach. Nam  jeden rudasek towarzyszył codziennie przy śniadaniu.

Fakt 5 – Komunikacja autobusowa jest dobrze rozwinięta, ale…

To prawda, że komunikacja miejska na Gozo jest bardzo dobrze rozwinięta. Trudno się z tym nie zgodzić. Autobusem dotrzemy prawie w każdy zakątek wyspy. Przyzwyczajeni jednak do kursowania autobusów w miastach co 10/15 minut, możemy boleśnie odczuć fakt, że większość linii kursuje co 40 minut, a nawet godzinę. Kiedy upał daje się we znaki, a minuty wloką się niemiłosiernie długo, wyczekiwanie na autobus może nie być najprzyjemniejsze. Autobusy są jednak klimatyzowane, a kierowcy w większości (zdarzało nam się też spotkać niesympatycznych kierowców) mili i uprzejmi.

Fakt 6 – Na Gozo czuliśmy się bezpiecznie.

Nikt nas nie zaczepiał, nie byliśmy świadkami żadnego nieprzyjemnego zdarzenia. Nie baliśmy się spacerować wieczorem czy po zmroku.

Fakt 7 – Do you speak English?

Nie musicie o to pytać. Obowiązującymi językami są maltański i angielski. Wymowa angielska jest specyficzna, ale można się wszędzie dogadać i o wszystko zapytać. Mieliśmy z tym kłopot będąc we Włoszech i Chorwacji, a tutaj porozumiewaliśmy się bez problemu.

Fakt 8 – Przemieszczanie się między wyspami zabiera sporo czasu, czyli wcale nie takie hop, hop promem z Malty na Gozo i z powrotem.

Zakładaliśmy (zupełnie błędnie), że będziemy przemieszczać się bez problemu pomiędzy Gozo, a Maltą za pośrednictwem promu. Owszem, promy kursują co 45 minut, ale taka wycieczka to wcale nie taka prosta sprawa. Po pierwsze – upał. Wystarczy, że opuścisz klimatyzowane pomieszczenie, a twoja koszulka lepi się od potu. Musisz dojść na przystanek, a to w piekącym słońcu prawdziwy wyczyn. Najpierw trzeba poczekać określony czas na autobus, który dowiezie cię do stolicy wyspy, czyli Rabat (Victoria). Później trzeba poczekać kolejne pół godziny na właściwy autobus który zawiezie was do Mgarr (stamtąd odchodzą promy na Gozo). Jeśli traficie na okienko, wejdziecie na prom, który w ciągu pół godziny zawiezie was na Gozo. Tam kolejny przystanek w oczekiwaniu na autobus, który trasę do Valetty pokonuje w blisko dwie godziny. Nam podróż z Xlendi na Gozo do Valetty na Malcie zajęła prawie 6 godzin, więc warto przemyśleć taką wycieczkę nieco dokładniej.

Fakt 9 – Jedzenie w restauracjach pozytywnie nas zaskoczyło.

Trudno porównać dwie miejscowości w których byliśmy, bo o ile Qala to malutka wioska z kilkunastoma uliczkami, w typowo gozańskim klimacie, kościołem, kilkoma restauracjami ulokowanymi na głównym placu, to Xlendi jest miejscowością zdecydowanie bardziej turystyczną, przypominająca bardziej chorwackie, czy majorkańskie wioski. Klimat Qala zdecydowanie bardziej przypadł nam do gustu. Stołowaliśmy się głównie w jednej restauracji prowadzonej przez gozańska rodzinę. Było pysznie, niedrogo i z klimatem. Warto wspomnieć, że nie było tutaj ustalonych godzin otwarcia. Restauracja „otworzy się” dopiero wtedy kiedy przyjedzie właściciel. Czasem była to 18-sta, czasem 19-sta. Zaskoczyło nas to drugiego dnia, kiedy głodni wysiedliśmy z autobusu około godziny 15-tej i wszystkie sklepy (3!) i restauracje były zamknięte. Warto na Gozo spróbować potrawki z królika, który jest chyba w każdej karcie. Warto spróbować pizzy z ziemniakami, która jest specjałem wyspy. Nam smakowało wszystko co jedliśmy. Na Gozo nie spotkacie lodziarni na rogu, ani cukierni gdzie będziecie mogli kupić sobie pyszną drożdżówkę. Nie zajedziecie na stację paliw, żeby zjeść hot-doga. Warto o tym pamiętać planując swój dzień.

Fakt 10 – Katolicyzm na Gozo to nie palenie tęczy i czarne marsze.

Katolicyzm na Gozo jest powszechny. I pisząc powszechny mam na myśli to, że go widać i że jest widoczny właściwie wszędzie. W przystrojeniu ulic, w symbolach religijnych przy domach, w kościołach, które górują w krajobrazie Gozo. Jest to natomiast katolicyzm, który tętni życiem. Hołd świętym oddaje się na licznych festynach, w których uczestniczy większość mieszkańców wioski. Mieliśmy okazję widzieć jak wyglądały ulice po takim festynie i widać było, że świętowano hucznie.

Fakt 11 – Cykady.

W sierpniu kiedy byliśmy ogłuszające. Początkowo nie wiedzieliśmy skąd ten hałas, ale nietrudno się domyślić, ze to one. Takich koncertów jeszcze nie słyszeliśmy. Czasem musieliśmy podnosić głos, żeby się usłyszeć.

Fakt 12 – Dzieci na Gozo wydają się być bardzo samodzielne.

Niejednokrotnie widzieliśmy na Gozo dzieciaki, które same wypływały w zatokę łowić ryby i same je później oporządzały. Szczególnie widać to było w Xlendi. Nawet małe szkraby przychodziły ze swoimi babciami, czy mamami, żeby wieczorem zarzucić wędkę i połowić ryby. Nie zauważyliśmy dzieci biegających ze smartfonami.

Fakt 13 – Jeśli nie lubisz hoteli molochów – baza noclegowa na Gozo będzie dla ciebie idealna.

Baza noclegowa na Gozo to guesthousy, farmhousy, ville i apartamenty. Z pięknymi widokami, dobrze wyposażone, przestronne, w większości „zaopatrzone” w basen i z lokalna ofertą śniadaniową. Mieliśmy szczęście trafić w Qala do miejsca w którym spędziliśmy naprawdę urocze kilka dni. Było inaczej niż wszędzie dotychczas. 6 pokoi w budynku oznacza, że nad basenem zawsze było miejsce, a przy śniadaniu nie szukaliśmy wolnego stolika. Właściciel prowadził na miejscu kuchnię. śniadania były przepyszne, w otoczeniu zieleni, przy szumie cykad. Basen był do dyspozycji 24 godziny na dobę, więc właściwie korzystaliśmy z niego głównie po zapadnięciu zmroku.

Fakt 14 – Na plażę trzeba dojść.

W sumie nad każdą plażę trzeba dojść, ale tutaj na Gozo są to odległości znaczne. Chyba że jesteś w Xlendi lub Marsalforn. Tutaj jest na plażę względnie blisko. Niektóre plaże są tak położone, że trzeba do nich dojechać autobusem, a i później czeka nas trochę pieszej wędrówki. Widzieliśmy kilka plaż na Gozo, między innymi słynną plażę z czerwonym piaskiem Ramla Bay i z pewnością chciałabym ją zobaczyć bez tłumu turystów. Nam spodobała się mała plaża Hondoq Bay.

Fakt 15 – Noście ze sobą butelki z wodą.

Jeśli jednak zdecydujecie się wyruszyć na Gozo w lipcu i sierpniu to koniecznie wychodząc rano z domu zabierzcie ze sobą butelki z wodą. Zabierzcie je też po południu, wieczorem i w nocy. Nam butelka z wodą niejednokrotnie uratowała życie. Nie zaopatrzycie się w wodę w pobliskim sklepie, bo tych jest tutaj jak na lekarstwo, trzeba więc wodę zabierać ze sobą.

Fakt 16 – Lokalsi na Gozo żyją po swojemu.

Oznacza to mniej więcej to, że widać tu wyraźny podział między turystami, a „autochtonami” i nie chodzi tu ani o strój, ani o wygląd, a raczej o zachowanie. Odniosłam wrażenie że nie nadskakują turystom i nie są nastawieni na to żeby czerpać z nich zyski. Nie ma nagabywania, nadskakiwania, chęci dogodzenia turystom pod każdym względem. Jest miło, dobrze, grzecznie, ale odniosłam wrażenie że nic na siłę pod turystę robione nie jest. Gozo ma taką turystyczną „autonomię” i to wcale nie jest zarzut.

Fakt 17 – Roślinność jest rzadkością.

Gozo to nie zielona wyspa. Nie ma tu bujnych drzew, krzewów, kwiatów w oknach. Nieliczne zielone krzewy przy domach o poskręcanych pniach to rzadkość. Spotykaliśmy czasem oleandry. Sporo jest kaktusów, czy opuncji figowej. Nie nacieszysz tu oka zielenią.

Fakt 18 – Gozo jest koloru piaskowego.

Wszystkie budynki zrobione są z piaskowca. Jasnożółty kolor dominuje wszędzie. Kolorowe są tylko drzwi i balkony. Głównie niebieskie.