Kolorowe szyldy psują wszystko…

Zaczniemy od minusów. Tak. Gdyby usunąć tłumy niemieckich turystów, kolorowe szyldy oblepiające dosłownie każde możliwe puste miejsce, manekiny obwieszone tanimi chińskimi ciuchami to w takich miasteczkach jak Świeradów Zdrój byłoby naprawdę pięknie.

Mam w ogóle sentyment do takich miasteczek, bo w każde właściwie wakacje kiedy byłam mała jeździliśmy do Karpacza, Szklarskiej, Krynicy Górskiej czy Kudowy. Lubię te wszystkie miejscowości z domami zdrojowymi i parkami. Mają taki swój specyficzny klimat. Fajnie jest skonfrontować dawne wspomnienia ze stanem obecnym. Jak wypada tutaj Świeradów? Ma swój klimat, ale główna uliczka, którą zapamiętałam jako pełen uroku deptak, teraz wywołuje ambiwalentne uczucia. Brak kawiarenek, przytulnych, klimatycznych knajpek, galeryjek z pamiątkami i lokalnym rękodziełem. Zamiast tego psujące wszystko kolorowe szyldy, sklepy z tanimi pamiątkami, manekiny z chińskimi ciuchami. W jednym z ładniejszych budynków obłożonych ceramicznymi kaflami, straszy mini market z okropnym, wielkim żółtym szyldem. Taka ta nasza Polska ni to piękna, ni to przaśna, czasem brudna i odrapana, malowniczość miesza się z obskurnością. Istna mieszanka, którą albo się lubi, albo od tego ucieka.

Gdyby tak mieć czarodziejską roźdżkę

Czasem chciałabym mieć czarodziejską róźdżkę i pozbyć się wszystkiego co psuje krajobraz. Wiem, że to niemożliwe, ale gdyby każdy zadbał o swoje podwórko byłoby zupełnie inaczej. I wcale nie mam zamiaru malować trawy na zielono i poddawać renowacji budynki malując ich fasady na pistacjowo. Chciałabym większej dbałości i uporządkowania. Jestem wyczulona na szyldy reklamowe, standy, tablice reklamowe, wszystkie te zepsute i niepotrzebne rzeczy zalegające gdzieś kątem na ogrodach, puste działki z rozpoczętymi sto lat temu budowami, straszące jak dziury w zębach. Wszystko to psuje odbiór. Może dlatego, że szukając kadrów widzi się więcej rzeczy, które przeszkadzają?

Teraz będzie zdecydowanie pozytywnie

Atutem Świeradowa są na pewno: piękne położenie, robiące wrażenie wnętrze Domu Zdrojowego wyłożonego modrzewiowym drewnem, bardzo ładny Park Zdrojowy oraz oddana w 2008 roku kolejka gondolowa Ski&Sun, która wyniesie nas na poziom 1060 m n.p.m. Długość trasy kolei wynosi 2172 m. Różnica poziomów to 440 metrów. Podróż kolejką robi wrażenie i tym, którzy nie lubię wysokości i otwartych przestrzeni mogą nieźle spocić się ręce. Niemniej być w Świeradowie i nie przejechać się kolejką to jak być w Rzymie i nie zobaczyć papieża. Widoki z górnej stacji są przepiękne i tak naprawdę to tutaj możemy dopiero zacząć mówić o pozytywach. To tutaj zaczynają się góry i to na tych pięknych szlakach, które dosłownie ledwo liznęliśmy powinien się skupić mój wpis. Niestety zaplanowaliśmy wypad do Świeradowa w ostatniej chwili i byliśmy typowymi turystycznymi Apaczami (wszędzie podjeżdżam i patrzę), którzy chcą uszczknąć wszystkiego po trochu. Mimo drobnych minusów (główną uliczką można się po prostu przejść raz w te i z powrotem), warto tu przyjechać. Pomimo, że nie pochodziliśmy po górach, zapamiętam te widoki które wchłanialiśmy jak gąbka ze schroniska na Stogu Izerskim i spokojną atmosferę słonecznego poranka, kiedy spacerowałam blisko dwie godziny po Parku Zdrojowym. Efekty tego spaceru możecie zobaczyć tutaj. Zresztą polecam wszystkim zwiedzanie miasteczek o poranku. Lubię wychodzić sama „w miasto” wczesnym rankiem i na własnej skórze przekonywać się jaki faktycznie klimat ma dana miejscowość. Zagłębiając się w inne uliczki, bez tłumu turystów, bez pośpiechu, wchodzić w podwórka, bo tak naprawdę wszystko to co fajne, dzieje się gdzieś poza główną ulicą.